Miniblog: 'nuff said
Archiwum, Kategorie, O autorze, RSS
Właśnie zakupiłem odtwarzasz plików mp3, nazwany po prostu 'Samsung YP-U1' (299 zł w MM). I może nie jestem obiektywny, a raczej nie testowałem innych odtwarzaczy, ale powiem że odtwarzacz spełnia moje oczekiwania, choć trochę irytuje sposób jego włączania/wyłączania, gdyż robi się to po prostu przyciskiem 'play/pause' przytrzymanym przez większy czas, przez co czasem uda mi się go przez przypadek wyłączyć... Ciekawą rzeczą jest to że do playera dołączony jest programik umożliwiający łatwą aktualizację firmwaru.
Po za tym zainstalowałem sobie po raz kolejny SpellBound'a tym razem wersję testową i jestem z niej bardziej zadowolony niż z wersji stabilnej którą wywaliłem ponieważ nie trzeba już wybierać z menu kontekstowego opcji 'Check Spelling', bowiem sprawdzanie pisowni odbywa się w czasie rzeczywistym, i podobnie jak w Wordzie (czy też OpenOffice Writerze) błędne wyrazy zaznaczone są przez czerwone podkreślenie, no i wystarczy kliknąć lewym przyciskiem na taki wyraz, aby go w łatwy sposób poprawić. (Więcej na joggu riddla)
Z kolejnych rzeczy, albo z serwerem chrome.pl dzieją się jaja, co raczej wykluczam, albo po prostu 'prowajder' zablokował mi kolejne porty tym razem jabberowe (wcześniej ftp) skłaniam się do tego bo JAJC wywala 'socket error'...
Będzie krótko chociaż powinno być długo, ale nie chce mi się pisać - cóż przez te lata nabawiłem się lenistwa :p.
Nie wiem co mnie zmotywowało do napisanie tego jakże egocentrycznego artykułu, może po prostu nie wiem co z sobą (dalej) robić..? Zaczynając od początku,
więc mam na imię Piotrek, jak zresztą zdążyliście już zauważyć (albo i nie). Urodziłem się 30 września 1987 roku czyli w czasach w których komunizm z polsce
się kończył, a Wałęsa zaczynał być 'trendi' - jak można by dziś powiedzieć. Od początku życia, jeśli tak można powiedzieć, wiedziałem że komputery to coś co
mnie kręci. Pamiętam jak kiedyś* dawno temu, rodzice pożyczali od wujka starą poczciwą Atarynkę, i mimo że byłem młody zapamiętałem jak to grało się (tak ja
też ciupałem, chociaż nie wiem jakim cudem w tak młodym wieku**) w Boulderdasha, tak i te ręcznie robione joysticki to było to! No i pamiętam słowa mamy,
która mówiła mi o wyższości wersji z trainerem, nad wersją bez :p ('[...]bo można etapy wybierać[...]').
Trochę później, w domu zadomowił się PeCecik, który tak mi się spodobał że postanowiłem sobie pożyczyć od niego nicka :p, a tak na serio o nicku później...
To było coś, procesorek 286 (chyba z 10MHz - jesli mnie pamięć nie myli) monitorek mono 14" do tego stacja dyskietek 5,25" (1,2 mb) i śmigamy... Tak...
najpierw wkładamy dyskietkę z Dosem, a następnie dyskieteczkę z grą... Ech te gry... Dizzy(dużo części tego miałem m.in: Kwiksnax,
Magicworld etc.), no i oczywiście gra którą wspominam najlepiej czyli Commmander Keen 1 (później grałem w inne gry tej serii, w tym w
najlepszą, moim zdaniem, część czwartą) tak ta gra którą kiedyś przechodziłem dniami oraz nocami.., teraz zajmuje mi niespełnia parenaście minut.., ale to była
jazda...
Jeszcze później w PeCeciku zadomowił się dysk 20mb, to był dopiero wypas... Nie trzeba było już wkładać dyskietek tu i ówdzie, aby w coś zagrać. Taaak
wymiatałem, i pamiętam jak kiedyś zobaczyłem na gdzieś Autocada i tak mi się spodobał że poprosiłem tatę żeby mi go zainstalował... Niestety wymagał on
koprocesora matematycznego, który nie był integralną częścią 286... Na szczęście znowy pojawił się nieoceniony wujek™ który ów sprzęcior oczywiście
posiadał... Pamiętam jak bawiłem się tym programikiem, chociaż sam zupełnie nie wiedziałem o co w nim chodzi, i obecnie też bym już raczej nie wiedział (a w
domu gdzieś jeszcze widziałem 'taką czerwoną książeczkę' do Autocada...).
Później gdy tatko zakupił dysk 200mb, to dopiero miałem gierek i programów ;). Pamiętam że bawiłem się w tym czasie jakimś dosowym arkuszem
kalkulacyjnym, który działał częściowo w trybie tekstowym, a częściowo w trybie graficznym, niestety nazwy nie pamiętam (może ktoś zna, przypomniałbym
sobie stare czasy :p). Ech... Poźniej zkombinowaliśmy sobie z ojcem z pewnego miejsca™ Windowsa 3.1 i szczerze mówiąc ani on, ani jego następna
wersja oznaczona numerkiem 3.11 zbytnio mi do gustu nie przypadł, ot taki kolejny Norton Commander czy Dos Navigator, chociaż
oczywiście spędziłem trochę czasu bawiąc się tym i owym w tym systemie... I tu zapomniałbym wspomnieć wtedy już posiadałem procek 386DX, zawierał on już
zintegrowany koprocesor, zainstalowanie Windowsa zbiegło się też z kupnem myszki, bo chociaż o tym nie wspomniałem wcześniej, bez myszki nie mogłem grać
w The Incredible Machines, było to tak wkurzające że w końcu w przypływie dziecinnej złości rozwaliłem dyskietkę z tą gierką... Pamiętam że chyba
gdzieś w tych czasach odpaliłem magiczne dosowe polecenie 'qb', było to chyba w trakcie czytania książki - 'MS DOS 6.22 - Nie tylko dla opornych'.
Początkowo nie wiedziałem o co chodzi, lecz po jakimś dość długim czasie analizowania załączonych przykładów, udało mi się coś tam napisać. W tym czasie też
korzystając z jakiegoś tekstowego procesora tekstu (w dodatku, chyba, polskiego) o śmiesznej nazwie (której nie zaskoczę - nie pamiętam :p) i możliwości
rysowania tabelek w Ascii-Arcie, w każdym razie zacząłem pisać własny podręcznik do Dosa (chyba zaczynacie łapać dlaczego mam skrzywioną psychikę...),
niestety po paru razach gdy tata lub mama wykasowali mi efekty mojej pracy, porzuciłem to. Skacząc tak z tematu na temat, zacząłem pisać własny
pseudo-system operacyjny w 'qb', co było poprzedzone przeczytaniem książki - QBasic 4.5 - Programowanie strukturalne***. Taaak, a systemik
nazwałem oczywiście niczym się nie sugerując - Optimus. W tym czasie pisałem także namiętnie podręczniki użytkownika (na kartce), wraz z rysunkami,
do istniejących i do nie istniejących programów użykowych...
Gdy już skończyłem dopracowywać swój system operacyjny oraz inne programiki, postanowiłem zrobić sobie ich kopię bezpieczeństwa na dyskietkach,
dyskietkach ponieważ miałem do dyspozycji tylko dwie dyskietki 1.2mb, no ale cóż, zacząłem ostro kompresować moją twórczość. Jakie było moje zdziwienie
gdy okazało się że.., dane skompresowane zajmujące 9,5 mb po ponownej kompresji - zajmują nie mniej, ale więcej... Obkroiłem więc moją twórczość (to
dzisiejszych czasów nie zachował się niestety żaden programik z tamtych dziejów - a szkoda...) i jakoś mi się udało to upakować... Po kolejnym tzw.
jakimś czasie, gdy ujrzałem pewnego słonecznego dnia cud, bynajmniej nie nad Wisłą, w opracowaniu które moja mama otrzymała gdy uczęszczała na kurs
obsługi kompa, cud ów nazywał się Windows95. Tak to było coś na czarno-białych skrinach można było podziwiać nowe menu start, właśnie menu
start ach czegoś takiego jeszcze nie widziałem... No i w końcu gdy zakupiliśmy procek 486 40MHz, system ów zainstalowałem. Ach, och... To było coś, to
był wypas... To już nie była zwykła nakładka na Dosa to był pełnoprawny system operacyjny (korzystający z Dosa, ale co tam). Ale mimo że go zainstalowałem..,
nadal korzystałem z Dos'a bo po prostu się do niego przyzwyczaiłem, programy odpalałem za pomocą DosaNavigatora z okienka MsDos... No ale to
już temat na inną notkę/artykuł i tak pewnie zanudziłem was w połowie tego tekstu...
Przypisy:
* - a kiedy to już nie pamiętam :p
** - wiem że mało lat miałem, ale ile jak juz wspominałem.., nie mam pojęcia :p.
*** - przybliżony tytuł książki
PS. Obrazki pochodzą albo z Wikipedi, albo z źródeł własnych.
PS2. Z góry przepraszam za błędy językowe i ortograficzne...
Jeśli ktoś jest zainteresowany tym wpisem, to niech da znać to dopiszę w przyszłości część drugą opowieści o moim życiu, a właściwie aneks do tej gdzie
uwzględnię pominięte przeze mnie w tymże tekście fakty :p...
Późniejsze wpisy >>