pecet jogger

cokolwiek o czymkolwiek

Miniblog: 'nuff said

Archiwum, Kategorie, O autorze, RSS

Stało się...

21/08/2008, 20:49:57 | 6 komentarzy | Miniblog, Prywatne

Długo się z tą decyzją ociągałem ale w końcu się odważyłem.

Talk to the claw.

31/12/2006, 17:09:24 | Dodaj komentarz | Prywatne

Prawie każdy dziś na joggerze coś planuje, coś podsumowywuje, więc ja powiem tylko że miniony rok nawet taki zły nie był, a żeby następny taki zły nie był, to życzę sobie tylko tyle żeby jakoś zaliczyć pierwszy rok studiów (a wcześniej półrocze), więcej mi w roku 2007 do szczęścia nie potrzeba...

The Nerd? Geek? or Dork? - Test

22/09/2006, 11:00:42 | Dodaj komentarz | Bez jaj, Prywatne

Pure Dork 26 % Nerd, 21% Geek, 56% Dork For The Record:

A Nerd is someone who is passionate about learning/being smart/academia.
A Geek is someone who is passionate about some particular area or subject, often an obscure or difficult one.
A Dork is someone who has difficulty with common social expectations/interactions.
You scored better than half in Dork, earning you the title of: Pure Dork. Like our friends Napoleon Dynamite & co.

It's not as though you were some whiz-kid in school. Oh, sure, you probably did okay in some classes, but were probably awful in others. Certainly most people thought you were smarter than you thought yourself to be. And it's not that you have some overriding passion, like computers or Star Trek that sets you apart for the crowd, though you likely share some interest in some of those sorts of things. You just like to be yourself, and want to express yourself for who you are.

And, really, there's nothing wrong with that. Being who you are often invites scorn, and so it's a difficult thing in a world that rewards conformity. Be proud of your dorkiness, for often it's just another word for individuality. (I'd vote for you!)

Congratulations!

dork
dziwak, oryginał

dork
palant, cioł, fajans(iarz)

(ling.pl)

Zrób sobie test.

Dialekt...

03/05/2006, 20:31:00 | 1 komentarz | Bez jaj, Prywatne

...idealny na stres przed maturą ;).

Jutro o 10:00.

03/05/2006, 10:59:17 | 5 komentarzy | Prywatne

Maturka z polskiego ;]. Dzień przed raczej nie ma sensu się uczyć, więc życzę wszystkim, w tym oczywiście sobie, powodzenia ;].

A-Team

27/03/2006, 13:13:09 | 1 komentarz | Prywatne

A Team

To apropos przed-ostatniego wpisu... Tak więc jak widać 'Wojsko czeka wzywa z daleka, a ty oddaj narodowi to co mu się należy'...

Krótkie cośtam o mojej komisji poborowej

24/03/2006, 12:28:32 | 1 komentarz | Prywatne

(~rozmowa w przybliżeniu była taka)

(Tak się składa że komisję miałem w Wieliczcie przy Ulicy Szpunara)

- Bla bla bla
- No to proszę się ubrać i przyjść tutaj jeszcze
- Bla bla bla, proszę się zgłosić do Zakładu Opieki Zdrowotnej MSWiA przy ulicy Kronikarza Galla 25
- Wypas
- Dziś jest otwarte i jutro chyba
Dojechałem do domu (pojechałbym do Krakowa ale akurat nie wiedziałem gdzie ta ulica może być, a mapy nie miałem), dzwonę do tego MSWiA no i fajnie dziś już nie zdążę bo do 13, a jutro nie ma, w poniedziałek też do 13. Wniosek: W poniedziałek, obudzę się 0 6:00 będę zapieprzał na busa żeby zdążyć na 7:00, później godzinką jazdy i trzeba na 8 być w MSWiA. Pewnie z godzinka czekania na 'swoją kolej', wejście, wyjazd, godzinka. O 10 pewnie skończę a o 9 muszę być znowu w Wieliczce, raczej im komisja godziny nie zajmie więc nawet jak dojadę na 11 to myślę że zdążę. Jednym słowem: PRZEJE##NE, a tak się cieszyłem że juz dziś tą cholerną książeczkę wojskową dostanę ;/

A takie tam pierdoły... / O mnie

03/12/2005, 19:21:05 | 15 komentarzy | Gry i gierki, Hardware, Prywatne, Software

Będzie krótko chociaż powinno być długo, ale nie chce mi się pisać - cóż przez te lata nabawiłem się lenistwa :p.

Nie wiem co mnie zmotywowało do napisanie tego jakże egocentrycznego artykułu, może po prostu nie wiem co z sobą (dalej) robić..? Zaczynając od początku, więc mam na imię Piotrek, jak zresztą zdążyliście już zauważyć (albo i nie). Urodziłem się 30 września 1987 roku czyli w czasach w których komunizm z polsce się kończył, a Wałęsa zaczynał być 'trendi' - jak można by dziś powiedzieć. Od początku życia, jeśli tak można powiedzieć, wiedziałem że komputery to coś co mnie kręci. Pamiętam jak kiedyś* dawno temu, rodzice pożyczali od wujka starą poczciwą Atarynkę, i mimo że byłem młody zapamiętałem jak to grało się (tak ja też ciupałem, chociaż nie wiem jakim cudem w tak młodym wieku**) w Boulderdasha, tak i te ręcznie robione joysticki to było to! No i pamiętam słowa mamy, która mówiła mi o wyższości wersji z trainerem, nad wersją bez :p ('[...]bo można etapy wybierać[...]').

Trochę później, w domu zadomowił się PeCecik, który tak mi się spodobał że postanowiłem sobie pożyczyć od niego nicka :p, a tak na serio o nicku później... To było coś, procesorek 286 (chyba z 10MHz - jesli mnie pamięć nie myli) monitorek mono 14" do tego stacja dyskietek 5,25" (1,2 mb) i śmigamy... Tak... najpierw wkładamy dyskietkę z Dosem, a następnie dyskieteczkę z grą... Ech te gry... Dizzy(dużo części tego miałem m.in: Kwiksnax, Magicworld etc.), no i oczywiście gra którą wspominam najlepiej czyli Commmander Keen 1 (później grałem w inne gry tej serii, w tym w najlepszą, moim zdaniem, część czwartą) tak ta gra którą kiedyś przechodziłem dniami oraz nocami.., teraz zajmuje mi niespełnia parenaście minut.., ale to była jazda... Jeszcze później w PeCeciku zadomowił się dysk 20mb, to był dopiero wypas... Nie trzeba było już wkładać dyskietek tu i ówdzie, aby w coś zagrać. Taaak wymiatałem, i pamiętam jak kiedyś zobaczyłem na gdzieś Autocada i tak mi się spodobał że poprosiłem tatę żeby mi go zainstalował... Niestety wymagał on koprocesora matematycznego, który nie był integralną częścią 286... Na szczęście znowy pojawił się nieoceniony wujek™ który ów sprzęcior oczywiście posiadał... Pamiętam jak bawiłem się tym programikiem, chociaż sam zupełnie nie wiedziałem o co w nim chodzi, i obecnie też bym już raczej nie wiedział (a w domu gdzieś jeszcze widziałem 'taką czerwoną książeczkę' do Autocada...).
Później gdy tatko zakupił dysk 200mb, to dopiero miałem gierek i programów ;). Pamiętam że bawiłem się w tym czasie jakimś dosowym arkuszem kalkulacyjnym, który działał częściowo w trybie tekstowym, a częściowo w trybie graficznym, niestety nazwy nie pamiętam (może ktoś zna, przypomniałbym sobie stare czasy :p). Ech... Poźniej zkombinowaliśmy sobie z ojcem z pewnego miejsca™ Windowsa 3.1 i szczerze mówiąc ani on, ani jego następna wersja oznaczona numerkiem 3.11 zbytnio mi do gustu nie przypadł, ot taki kolejny Norton Commander czy Dos Navigator, chociaż oczywiście spędziłem trochę czasu bawiąc się tym i owym w tym systemie... I tu zapomniałbym wspomnieć wtedy już posiadałem procek 386DX, zawierał on już zintegrowany koprocesor, zainstalowanie Windowsa zbiegło się też z kupnem myszki, bo chociaż o tym nie wspomniałem wcześniej, bez myszki nie mogłem grać w The Incredible Machines, było to tak wkurzające że w końcu w przypływie dziecinnej złości rozwaliłem dyskietkę z tą gierką... Pamiętam że chyba gdzieś w tych czasach odpaliłem magiczne dosowe polecenie 'qb', było to chyba w trakcie czytania książki - 'MS DOS 6.22 - Nie tylko dla opornych'. Początkowo nie wiedziałem o co chodzi, lecz po jakimś dość długim czasie analizowania załączonych przykładów, udało mi się coś tam napisać. W tym czasie też korzystając z jakiegoś tekstowego procesora tekstu (w dodatku, chyba, polskiego) o śmiesznej nazwie (której nie zaskoczę - nie pamiętam :p) i możliwości rysowania tabelek w Ascii-Arcie, w każdym razie zacząłem pisać własny podręcznik do Dosa (chyba zaczynacie łapać dlaczego mam skrzywioną psychikę...), niestety po paru razach gdy tata lub mama wykasowali mi efekty mojej pracy, porzuciłem to. Skacząc tak z tematu na temat, zacząłem pisać własny pseudo-system operacyjny w 'qb', co było poprzedzone przeczytaniem książki - QBasic 4.5 - Programowanie strukturalne***. Taaak, a systemik nazwałem oczywiście niczym się nie sugerując - Optimus. W tym czasie pisałem także namiętnie podręczniki użytkownika (na kartce), wraz z rysunkami, do istniejących i do nie istniejących programów użykowych...
Gdy już skończyłem dopracowywać swój system operacyjny oraz inne programiki, postanowiłem zrobić sobie ich kopię bezpieczeństwa na dyskietkach, dyskietkach ponieważ miałem do dyspozycji tylko dwie dyskietki 1.2mb, no ale cóż, zacząłem ostro kompresować moją twórczość. Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się że.., dane skompresowane zajmujące 9,5 mb po ponownej kompresji - zajmują nie mniej, ale więcej... Obkroiłem więc moją twórczość (to dzisiejszych czasów nie zachował się niestety żaden programik z tamtych dziejów - a szkoda...) i jakoś mi się udało to upakować... Po kolejnym tzw. jakimś czasie, gdy ujrzałem pewnego słonecznego dnia cud, bynajmniej nie nad Wisłą, w opracowaniu które moja mama otrzymała gdy uczęszczała na kurs obsługi kompa, cud ów nazywał się Windows95. Tak to było coś na czarno-białych skrinach można było podziwiać nowe menu start, właśnie menu start ach czegoś takiego jeszcze nie widziałem... No i w końcu gdy zakupiliśmy procek 486 40MHz, system ów zainstalowałem. Ach, och... To było coś, to był wypas... To już nie była zwykła nakładka na Dosa to był pełnoprawny system operacyjny (korzystający z Dosa, ale co tam). Ale mimo że go zainstalowałem.., nadal korzystałem z Dos'a bo po prostu się do niego przyzwyczaiłem, programy odpalałem za pomocą DosaNavigatora z okienka MsDos... No ale to już temat na inną notkę/artykuł i tak pewnie zanudziłem was w połowie tego tekstu...

Przypisy:
* - a kiedy to już nie pamiętam :p
** - wiem że mało lat miałem, ale ile jak juz wspominałem.., nie mam pojęcia :p.
*** - przybliżony tytuł książki

PS. Obrazki pochodzą albo z Wikipedi, albo z źródeł własnych.
PS2. Z góry przepraszam za błędy językowe i ortograficzne...

Jeśli ktoś jest zainteresowany tym wpisem, to niech da znać to dopiszę w przyszłości część drugą opowieści o moim życiu, a właściwie aneks do tej gdzie uwzględnię pominięte przeze mnie w tymże tekście fakty :p...